Specjalizacja to w dzisiejszych czasach słowo klucz. Przy blisko ośmiu miliardach ludzi, żyjących obecnie na świecie, mamy wiele dziedzin nauki i technologii, gdzie osób znających się na rzeczy jest ledwie kilkoro lub kilkanaścioro. Nie zawsze specjalizujemy się tak bardzo, ale czy mimo specjalizacji zawodowej potrafimy jeszcze zrozumieć świat we względnie szerokim zakresie?

W Polsce od dawna dzielimy się na humanistów i ścisłowców. Tak profilowane są licea, a interdyscyplinarne studia to wyjątkowa rzadkość. Już jednak od szkoły podstawowej nauczyciele często odpuszczają przedmioty ścisłe „humanistom” i humanistyczne „umysłom ścisłym”. W rezultacie system edukacyjny produkuje raczej pracowników niż obywateli, i to głównie pracowników, którzy będą wykonywali procedury, a nie będą innowacyjni czy twórczy. Wciąż istniejące grono twórców i osób intelektualnie niezależnych zawdzięczamy raczej temu, że się z tego systemu wymknęły.

Zastanawiam się, czy żyją wśród nas ludzie, którzy rozumieją zarówno implikacje filozoficzne zasady nieoznaczoności, teorii wieloświatów, n-wymiarów, czy twierdzenia Godla, jak i wiedzą, czym się różni onomatopeja od oksymoronu, ale też zwyczajnie zachwycają się poezją od czasu do czasu. Zarazem tacy, którzy wiedzą, że w teorii ewolucji nie chodzi o to, że przeżyje najsilniejszy, i nie o to, że ewolucja w ogóle ma jakiś cel. Przy tym zdają sobie sprawę, że człowiek idący z psem nie ma średnio trzech nóg, i że to popularne powiedzenie nie ma nic wspólnego ze statystyką.

Ludzie świadomi, że nasze prawo cywilne opiera się na prawie rzymskim i niektóre elementy są z niego wręcz żywcem przepisane, a jego logika podlega pod kilka względnie prostych zasad? Rozważający problem dyskryminacji gatunkowej. Potrafiący merytorycznie skrytykować teorie bell hooks i wiedzący wreszcie, że odpady z elektrowni jądrowych nie mogą wypłynąć w beczkach na powierzchnię wody. Świadomi zarazem, że energetyka jądrowa jest najbezpieczniejszą technologią stworzoną przez człowieka? Przekonani, że transgresja to czasem pożądany skutek dysonansu poznawczego? Rozumiejący pozór demokracji, r > g i oczywistą w tym kontekście katastrofę klimatyczną?

Jak wielu z nas przy tym wie, czym jest metoda naukowa? Ma świadomość i przekonanie, że wiedza, którą zawdzięczamy nauce, nie jest ostateczna, ale to najlepsze przybliżenie prawdy o świecie, jakie obecnie mamy?

Wreszcie, czy zagłada, u której początku właśnie stanęliśmy, to pośrednio efekt specjalizacji, wskutek której niemal każdy doskonale wie co robi, ale prawie nikt nie wie dokąd jako ludzkość zmierzamy?

STOP

Nie będzie ciągu dalszego. Ani tego tekstu, ani naszej cywilizacji, ani przyrody jaką znamy. Wszyscy, którzy mamy świadomość musimy zacząć działać. Budzić ludzi, informować o katastrofie klimatycznej, domagać się realnych zmian. Mamy specjalistów, mamy strategie – potrzebujemy woli i determinacji, by wdrożyć je w życie. Musimy działać dziś, jutro będzie za późno.

Tekst: Krzysztof Kowalski
Grafika: Monika Jurczyńska